Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pomyśleć! Dwadzieścia osiem lat temu! Horen-dum! — nie do wiary!
A trzeba wiedzieć jak to było:
...uniwerek; ale tak raczej z nazwy tylko; nic interesujące; niema tu wiele do powiedzenia... co innego!... były to lata pierwszego dziesięciolecia po „Weselu"... ściśle: siedem lat po premierze, po owym zatrzaśnięciu drzwi w loży przez pana hrabiego — ...i jeszcze...
Dzień się źle zaczął; wiadomo: prognostyk.
Marysię zwiało jak puch wiosenny zimny wiatr zwiewa.
Incydent.
Dnia tego o godzinie 19-tej minut 32 odwiedził Cyprjana dawny jego przyjaciel, dawny z lat gimnazjalnych jeszcze, z zarania tych lat; dziś: dr Paweł Szpasio, kapitan-lekarz na emeryturze (lat 47, żonaty, jedno dziecko, wysokość poborów 251 zł. 16 gr.), katolik, działacz w akcji katolickiej, sodalis marianus; sam o sobie mówił: radykał społeczny, ale katolicki, faszysta polski jestem. — Poraz drugi odwiedził kolegę podczas jego choroby; bardzo to ładnie; nie każdemu chce się łazić do szpitala; bakterie, aura mizeracka, powietrza poniekąd brak, fatalność wszelka aż po ostatnią; komużby się nazbyt chciało? — takie sprawy nie sprzyjają naogół rozkwitowi uczuć i współczuć ludzkich, nieprawdaż. A Pawełek przyszedł. Nie tyle może z pobudek medycznych — takie bodźce były mu obce; medycynę skończył przewlekle po piętnastu maruderskich latach wiedeńskich i krakowskich studiów, i tak ja koś psim swędem, z desperacji profesorskich i na