Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


proste ani tak łatwe — trzeba wyłamać i odrzucić wszystko — przesądy, wmówienia, dogodności i mroki wszelkie — tu w tym miejscu węzłowym odgrywa się wielki dramat człowieka — aż wreszcie wychodzi człowiek na światło —
Nering zdecydował się zrzucić palto; właśnie już marynarkę zdziewał — ręce wyciągnął za siebie i prawą ręką po omacku i niezręcznie chwytał lewy rękaw — gdy przyszła mu ochota zaagitować aktualnie —:
— pan mówi, że nie pańska rzecz miting — a tu trzebaby, bardzoby trzeba — idzie o służbę szpitalną, o pielęgniarki — pan wie jakie potworne warunki?, pan wie jak one mieszkają? — byłem, widziałem — straszne! —
Włodek już spał.
Cyprjan:
— panie Tadeuszu, to już chyba jutro ten miting — dość na dziś — ostatecznie jesteśmy jeszcze nieco chorzy —
— swoją drogą —
Tadeusz usiadł na łóżku; popenetrował po sobie —:
— znów jutro prać trzeba — zauważył melancholijnie; — to naco patrzał to były plamy bieliste; na spodniach; było ich dużo.
Zgasili światło.
Cyprjan założył ręce za głowę — wpatrywał się w prostokąt skośny światła lśniącego na powale; to odbicie okna, bo tam pod nim latarnia.
(...ci największi w dziejach to nie byli dyktatorzy i głosiciele potęgi — efekciarze — lecz ci gło-