Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


akcja lubuje się we krwi i ona przywabia okrucieństwa —
— słusznie —
— no, oczywiście, niech pan spojrzy na wszystkie rewolucje, zawsze są wywołane represjami, ich srogość jest tylko odwetem —; — dziś, gdy patrzę na to wszystko co się w Europie przerażającego dzieje, wydaje mi się, że każden dzień zwłoki na< brzmiewa nieuniknionym okrucieństwem; w państwach zuchwałego hipernacjonalizmu pachnie krwią; cała ziemia staje się polem krwi, potworna hakeldamą; ślepi i głusi, zadufani w pułki i karabiny, w tanki i samoloty, mieniący siebie Atyllami i biczami bożymi, rzucający hasła najazdów i krucjat — najedzeni i wzbogaceni — małe idee tuczą jednostki, wielkie karmią wszystkich — czemuż nie kwapią się do usunięcia głodu, nędzy, ucisku, terroru —? — oto: nie mogą, jest w nich bowiem tylko gest i szalbierstwo, zakłamanie i megalomania — to ludzie chorzy — jakby wzmożony sadyzm jednostek i masochism świty — takie oto zjawisko — a masy w tem chciałoby się mieć rojowiskiem termitów —
— ja też już nie wierzę w żadne pokojowe wyrównanie —
— i ja nie wierzę, już nie wierzę — wiem, że mogłoby być, lecz niestety już nie będzie —
— ręce, których nie można odczepić, trzeba odrąbać —
— i tak się myśl pańska przemienia w okrucieństwo —
— dlaczego wszyscy intelektualiści nie mówią, tak, jak pan —