Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jak sen o schodach, na które trudno się wygramolić — stopnie śliskie i lepkie — noga utrzymać się nie może lub grzęźnie w stopniach jak gdyby były z rozgrzanej smoły.
Spotykał ją nocami — nigdy w dzień; w dzień kryła się jak sowa, nietoperz lub lelek; i zawsze nad jeziorem lub nad rzeką; niewiadomo dlaczego lecz tylko tak — w obliczu połyskliwej tafli lub płynnego, migocącego nurtu.
— dlaczego cię nad wodami tylko spotykam — ? —
— rusałka jestem — odrzekła; bez afektacji i mizdrzenia; zdawała się w to wierzyć. Wogóle — nawet tak na rozum zdrowy biorąc — androny mówiła tak, że nijak inaczej nie wychodziło — tylko, że to prawda istna.
Lecz śmiałości to już do niej żadnej; ani za grosz.
Zajść do jej domu naprzykład? — niemożliwe! nigdy! — Zresztą ona wyznaczała pory i miejsca! Pory nocne, podpełniowe; miejsca dalekie, leśne, mchowe, ruczajowe.
Nie mówiła wiele; właściwie wcale nie mówiła; a jeśli zfruwaly z jej małych, podniecających warg słowa to nigdy do nikogo, i do niego nic, lecz do dalekiego widnokręgu; z tem porozumiewała się dobrze; i krok jej i wzięcie i całe podanie się naprzód było takie jakby miała iść ku temu nieboskłonowi i zajść zań — jak zachodzi księżyc.
Cyprjan nigdy nie myślał o poezji; nauka „pol-