Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/098

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Balbina, tylko, owszem, wariatka; żona rozwiedziona jednego z nauczycieli; jeśli Mikołaj myślał, że majorowa, to miał w tem swoje powody osobiste; wiadomo nawet jakie! — Więc, owszem, lunatyczka, bez obrazy niczyjej; — ale czy to ważne? nie; to wcale nie jest ani ważne, ani istotne. Całkiem co innego! —
Było to w rok bezmała po maturze.
Mikołaj nie zaglądał do Wołkowic; dały mu się przecież we znaki; mieszkał w Krakowie; czasami pisywał do niego — do Cyprjana; rzadko. Cyprjan jeszcze rok musiał tkwić w tem mieście, bo nie było pieniędzy na dalsze studia; poprostu; nie było i już. Dopiero rada familijna... rada w radę... pies ją trącał, tę radę; co to tam oni chcieli z niego zrobić — jedni, że medycyna, powiadają, na prawo inni; adwokat — ot co! — Dopiero gdy krewna ojca, bezdzietna i chrzestna matka zarazem — zapisała mu w spadku trzydzieści morgów ziemi ze starą drewnianą ruderą i kamiennym lamusem, w którym też kilka niezbyt mieszkalnych izb było — a wszystko to nad jarem bystrej rzeki wewnątrz pasma gór lesistych — no to już ani medycyna ani prawo, studia owszem wedle zamiłowania: archeologia i historia sztuki — i kawęczenie wieczne; zadużo żeby umrzeć; zamało żeby żyć. Tak to było proszę.
W tym roku podziały się te sprawy; pierwsza seria spraw zasadniczej wagi; tym razem fizjologiczny dorost i taka nibypewność: więc już niby przekroczona młodość gołowąsa; — no i : muza! — Sama to tak powiedziała i tak to zostało — ten uraz; użyteczny uraz; powiedzmy; użyteczny i nużący