Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/091

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


śmiercią. Istotnie umarli nie buntują się — widać nie są głodni, względnie nic sobie z głodu nie robią, ani z nędzy, ani z poniewierki — z niczego; takie widać są ich obyczaje. — — Przez cztery miesiące ciężkiej choroby nie interesował się rzekomo niczem — ale to tylko na zewnątrz, w sferze wmówień, na powierzchni więc świadomości; lecz wewnątrz czuł wciąż, nieustająco i zawsze, czuł i słyszał ów wibrujący przeciągle ton sejsmografu notującego przemiany społeczne i przemian tych w głuszy podziemnej narastające natężenie. Od kilku ściśle mówiąc od sześciu lat, dźwięk ten odzywa się — i z rokiem każdym wzmaga się, potężnieje, rani myśli, rozsadza mózg, zaciska pięści. — Niezauważone rzekomo zjawiska i problematy poczęły się z sobą sumować i układać z niezwykłą wyrazistością. Jaskrawo. Wiedział zanim wiedział. I zawsze się zgadzało. Z każdym rokiem wzrastała drapieżność upewnień, agresywność, radykalizm — w nim i w masach, w masach i w nim. — Więc jak? więc co? — To jedno autentyczne: w obecnych systemach politycznych czy jakich tam, mniejsza o nazwę! — w Europie, na zachód od wielkiej granicy, od granicy, właśnie, od granicy, nic się począć nie może, nic; coby sprawiedliwość wyrównać mogło należycie i odpowiedzialnie, nic coby godność pracy, więc właściwą godność człowieka — przywrócić? — nie! — dać, raz pierwszy dać mogło. W państwowościach wszelkich — najszlachetniejsze idee i próby wcielenia ich w życie rozłażą się, rozkładają, próchnieją; wzrost przemysłu wojennego oto jedyne hasło bankrutów; słyszymy je też poprzez całą Europę wzdłuż i szerz; cała też