Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/089

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— był dzisiaj? —
— był; proszę cię, gdy już wychodzić będziesz, zapytaj Eilpera, kiedy będę mógł na miasto —
— dobrze, zapytam —
— zatrzymasz się aż do mojego stąd — ? —
— tak —
Spojrzał na nią. — Roztyła się już bardzo. Zawsze miała do tego skłonności; już wychodząc zamąż była pannicą sutą, szeroko siejącą biodrami; po drugim dziecku wyładniała, jak to często bywa, lecz się też i roztyła; brzuch zwłaszcza. — Często od tego czasu mawiała (przed lustrem) : najgorsze to sadło, o, tu na żołądku — wszystko inne byłoby jeszcze do rzeczy, popatrz, o! — dwoma palcami przyciskała wypukłość nad pępkiem — spójrz, widzisz? — żeby tego nie było wszystko byłoby dobrze; — i istotnie, byłoby dobrze, tylko, że temi dwoma palcami przycisnąć trzeba.
W tej chwili, pod wpływem pożądliwych podrażnień, wywołanych wyobraźnią rozbudzoną i podekscytowaną przepełnionymi pęcherzykami nasiennymi, z lubością wywoływał wizję jej nagości przelewnej i sutej; — tak się w tę masę tłuszczu wtłamsić, obłożyć się kobiecem ciałem jak ciastem.
— zapytaj, może już w sobotę mógłbym wyjść — odwiedzę cię —
Pogłaskał ją oczami; lecz nie wywołał tem rozbłysku źrenic, jakie muśnięcia uerotycznionego spojrzenia budzić zwykły w kobietach. Posmutniał.
W izbie szarzało.
Na kurytarzu zaźlamdał rozlaźle i błotniście dyszkant zakonnicy; odmawiała litanię — z izb cho-