Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


darzymy pod fałszem, całkiem zresztą źle pojętej i mylnie stosowanej miłości. — I zaraz tu na tym torze myślowego transportu musiał Cyprjan zaświadczyć, że Wisia nie chciała mieć dzieci; — rada była z pierwszego poronienia; do rodzenia miała stosunek prosty, zdrowy i słuszny: obrzydzenie; lęk i obrzydzenie. — W rezultacie — ileż razy przedyskutował to wszystko Cyprjan — zatezował w myśli: jedyną dyscypliną pożycia jest wspólny pociąg dwojga ludzi oderwany od instynktu gatunkowego; i tu jest wszystko poza krzywdą (osobistą i społeczną); — rodzicielstwo winno być aktem wspólnej świadomej woli — i tu już bierze się na siebie konsekwencje decyzji: dziecko wiąże na wiele lat życia — na tak wiele, że potem rozluźnienie więzów niema już żadnego sensu. Nie podoba wam się to? — no to nie miejcie dzieci; lepiej jeśli ich nie będzie —
— nie krzywdzić —
— co mówisz Cyprjanie? — uśmiechnęła się Wisia —
— powiedziałem coś? — widać jakiś rezultat myśli; — co porabia Jurek i Hanka? — zdrowi? —
— tak, chciały przyjechać, ale nie było pieniędzy; Jurek obkuwa, bo to przed maturą te miesiące, nawet zamieszkał w miasteczku u kolegi, tak mu łatwiej niż codzień dojeżdżać —
— a Haneczka — ? —
— zęby ma kiepskie, trzebaby do dentysty; z matematyką jej ciężko, gdzież takie zawiłości w trzeciej klasie —
— najgorsze te zęby, trzeba się postarać o forsę, jak tylko stąd wyjdę — za tydzień, mówił profesor —