Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/074

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Pierwej jeszcze Włodek opowiedział o jednej takiej dziewczynie, co miała bardzo długie włosy; a on miał, chłopak młody, rumieńce, gdy o tym mówił; no bo długie włosy, to dlatego —:
— cóż, to było zeszłego roku w lecie...
(Pani Ho też miała długie włosy; jakie długie! sławne włosy; po kostki! — gdy rozpuściła to jak płaszcz! — Jest taki wizerunek jakiejś świętej; wiadomo nawet jakiej — — cóż tam, pięć-sześć lat wtedy Cyprjan miał gdy dostał taki duży, duży arkusz, na którym w kolorach nieprawdopodobnie jaskrawych były kwadratowe obrazki — sześć po sześć — razem trzydzieści sześć — z życia świętej Genowefy sceny ważne — to ona też takie włosy miała jak pani Ho; i naga była — tymi włosami nakryta, jak pani Ho; i ręce miała na piersi złożone i głowę pochyloną, jak pani Ho; — tylko przy tamtej, świętej, sarenka; ale cóż tam sarenka, może być, może nie być; sarenka! obejdzie się)
...taka, wie pan, drożyna leśna, trochę wilgotna, to też paprocie mokre po jednej, tej spadzistej stronie rosły — mówię panu! — na metr, albo i więcej; po drugiej stronie był las, a ziemia tam całkiem ruda i śliska i ogromne cienie, ogromne — bo to pod zachód słońca to cienie są zawsze takie ogromne, jeśli tylko słońce świeci, bo świecić musi, inaczej by tych cieniów nie było — — a myśmy sobie szli depache, wie pan — i też żeśmy takie cienie rzucali na te paprocie, jak te drzewa — to ja te jej włosy widziałem, pan wie? — tam na dole, na wrzosowisku — ją ja tam wtedy wycałowałem — no! — To jak sobie takie gęste pnie drzew wyobrażę to zaraz czuję zapach