Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/062

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


słowom naprzekór — nigdy w zgodzie; reagują nerwowo na podniety podświadome; myśl ich już nic nic obchodzi, lub bardzo niewiele.
— znowu pan będzie prał spodnie — wyrecytował powoli Włodek — zawsze pan ma plamy na spodniach jak pan z tego miasta wraca — pan mówi: sprawunki —
Nering zachichotał; śmiech jego — z powodu tej tak wdół podanej głowy — był jakby spluwaniem; zawsze z resztą był uśmiechnięty — taki już miał skład ust; uśmiech zastygły; Budda niby.
A Włodek:
— dam panu karteczkę i na znaczek — niech pan mi to rzuci — ; — — pewnie już urosła — ja tu tak leżę i leżę — pół roku czy ile — — a miała, mówię, wam! — warkoczyki blond, długaśne — jeśli się na chłopczycę zrobiła to mi zobojętnieje; długie włosy, lubię długie włosy, żeby mi choć dała te warkoczyki jeśli je już obcięła (— marzycielsko to mówi —) —
— a panu — ? —
— nic, dziękuję, plotki i tak pan przyniesie —
— przyniosę też panu albumy Grosza, Georga Grosza — znam takie jedno miejsce, gdzie mają trzy albumy — no, hajrete towarzysze —
Pokręcił się nieporadnie i niezgrabnie; chętnie lecz nieświadomie (zapewne) obracał się dokoła własnej osi — jakby czegoś szukał — i przystawał ze zwróconemi ku sobie końcami trzewików; — i zawsze ten uśmiech wmurowany w gębę, co za, psiakrew, widmina!
Wyszedł.