Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/061

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— całe szczęście! — warknął i śmignął oczami po twarzach asystentów —
Wyszedł.
W wąskich drzwiach tłoczno; ponad ciemieniami buja para z kuchni; ziemniaki, kasza; taki zapach.
— a kolega mówił, że wieczorem —
— zdawało mi się —
— ano, widzi pan, ja miałem rację —
Ci, z temi uwagami, wyszli ostatni.
Nering wyskoczył z łóżka; łysły długie, białe nogi jak podbrzusza ryb. Zrzucił koszulę, obejrzał sobie uważnie ramiona, pierś, brzuch; pogładził przelotnie mosznę — wyciągnął ręce do góry — zarysowały się ostentacyjnie szczeble żeber.
— zdrów jestem — co tam! — idę do miasta; może ktoś z was czego potrzebuje? — chętnie —
Począł się szybko odziewać; koszula, gaciory długie, spodnie; niebieski włóczkowy sweter przepasał skórzanym paskiem.
Dziwaczna nieco gęba tego Neringa; olbrzymie czoło — łysiną takie wysokie — wysadzone nieco — nozdrza ostro wycięte, ruchliwe — wargi łukowe, wydłużone, lśniące, mokre; głowa wogóle naprzód ciążąca — to widoczne: za ciężka; szyja cienka, kark wychudzony z głębokim wzdłuż wyżłobieniem — to wzmaga wrażenie ciężaru głowy; owoc wyolbrzymiony na cienkiej, na zacienkiej łodydze; chwieje się. Cera blada; anemiczna; pergamin; cienki pergamin, ciasno rozciągnięty na kości i nikłe mięśnie; ręce wąskie, chude, długie; palce mają własne samożycie — gestykulują, ruszają się wedle swoich praw, czasem wręcz