Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dla księdza wreszcie, który jest złą przygodą, gdy się (rzadko zresztą) na korytarzu pokaże. Nikt tego nie lubi. — Reszta, więc chorzy wyznaniowi, zadawala się nikłą praktyką: o siódmej rano i piątej po południu modli się w tej kuchni zakonnica głośno — drzwi do sal otwarte — chorzy słuchają, a jak litania to chór szpitalny odpowiada; karciarzy to irytuje; przerywają i ukrywają przed sobą karty; — podczas tych modlitw zawsze zakonnica jest gniewna, bo sterta naczyń blaszanych w kuchni brzęczy i przeszkadza; i zawsze jakaś szalka lub kubek spadnie i narobi hałasu; a to nikt temu nie winien; to samo tak. — Tyle też tych obrzędów. — Decyduje o dniu i nocy, o życiu i śmierci — deklaracja praw ciała.
Ostatnimi dniami jasność i precyzja myśli Cyprjana jest nadwyrężona i pomierzwiona; namiętność burzy spokój; ciągle tylko o kobietach. I niema dziwoty; organizm zdrowieje, właściwe jest już zdrów. To leżenie ciągłe, na wznak, i odżywianie jednostajne wprawdzie ale pożywne — „pamiętajcie, kalorii dostatecznie! nie przegładzać“ — mówi profesor asystentom; — już do tego mleka, masła i cukru oddawna dochodzą jaja, sucharki, kleiki, sok z pomarańcz, kompot —; — trzy miesiące, a przedtem jeszcze miesiąc choroby w domu — — wyobraźnia! — no to się pragnie kobiety — żeby była, naga żeby była, i położyła się obok (po prawej stronie!) i pozwoliła się pieścić i sama pieściła — najwięcej pragnie się ust, piersi, brzucha, pośladków i ud — i tego zacisza milczącego i podatnego na nagły już później, szybki, łatwy orgazm; w wyobraźni powtarza się tę sprawę wciąż i po wiele razy. Erekcje męczą. Ta-