Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/051

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


gadać — to ważna sprawa, zagadnienie dnia; naturalnie.
Potem aż do wizytacji profesora szuścili gazetami i drzemali.

Cyprjan Fałn czuł się w szpitalu dobrze. Odpoczywał; pierwszy właściwie urlop, wakacie, duże ferie, bo to już trzy miesiące pod rząd — od iluż to lat? — od trzydziestu bezmała.
Z początku było bardzo źle. Wściekłe bóle, krwawienia; — gazety usłużnie pisały: „znany literat C. F. ciężko zaniemógł; lekarze nie rokują wiele nadzieji“. Po swojemu tak pisały; ale źle to było! — Jakoś pod koniec grudnia — teraz mamy po dwudziestym marca — rozpoczęły się ataki bólu krzewiste, rozgwieżdżone na wylot; coraz dłuższe, coraz groźniejsze; wiadomo było zaraz: wrzód na dwunastnicy; któryś już tam z rzędu; w osiemnastym roku życia pierwszy raz; z tych obiadów po dwadzieścia halerzy — kapucha, ziemniaki, ochłap ścierwa, niewiarygodne tłuszcze i łoje — przez kilka lat uniwersyteckich; takie żarcie; no i wódka też; popijawy akademickie i późniejsze; charówka ustawiczna, zarobkowania i swoja praca, niedospania ciągle; neurastenia, no i predylekcja. Raz się to wzmagało, raz cichło. Kwękający i pokurczony przetrzymał te lata w ciągłych właściwie bólach. Aż tym razem — to już na odwalenie kity się zanosiło całkiem serio; bóle, osłabienie, ani już wstać ani co; — przyjechało — na wsi wtedy mieszkał — pogotowie; zabrało; — mroźny był, słoneczny dzień. Żal jechać. I powrót niebardzo pewny. Telepało po polskich