Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/050

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Teraz wetknął głowę w uchylone drzwi golibroda szpitalny; smagła twarz; czarne oczy i wąsy; cygańska fizys — :
— dzień dobry —
— być może —
— ogolić można kogoś z panów? —
— dziękujemy —
Nikt nie chciał. Lecz fryzjer ma coś na wątrobie — konkurencję poprostu — więc nie odchodzi jeszcze — : — panowie sobie winszują może żeby ten drugi golił — ? — on bardzo dobrze goli, on trupy goli, w trupiarni ma zakład otwarty dzień i noc, cy rulik taki, brzytwę ma ostrą, tylko się ruszać nie trzeba — on temu nie zwyczajny, zdziwiłby się, że mu ten umarlak łebem rusza, jeszczeby zarżnął, a jad trupi to nie interes — padam do nóg szanownych państwa —
— cholera! — zaklął półsennie Tadeusz; — źle spał w nocy i wydrzemywał teraz ból głowy; tamten kubek w kubek tosamo o tym szwajndrał; — cóż to za banda! — zresztą ja się sam golę — dziesięć groszy żiletka, golę się nią cztery razy, dwa i pół grosza golenie, — mydło, amortyzacja pędzla — pół. no choćby, z ręcznikiem etc, półtora grosza, ma pan cztery grosze maksimum i higiena, nie? —
Włodek wystękał:
— nie i tak nie mógł golić, jakże tak na basenie — widziane rzeczy! — Po chwili zadzwonił, że już. Panna Zosia wysunęła spod niego basen. Szybko wyniosła, ale i tak zaduch rozeszedł się po pokoju; należał zresztą do admosfery szpitalnej; co tu dużo