Strona:Zbigniew Uniłowski - Pamiętnik morski.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tych spostrzeżeń na czemś takiem solidnem nie mogę oprzeć, ale w każdymbądź razie byłaby to sensacja dla mnie niesłychana, teraz już będę baczną zwracał uwagę na wszelkie ich kroki. Co to za głaskanie po twarzy! Chłop chłopa?
Idę dalej, mijam porozwalanych Ukraińców, patrzących na mnie wcale nie jak bracia-Słowianie, poczem wspinam się po schodkach na rufę i tu trochę jeszcze zamyślam się nad powyższemi kwestjami. Okręt pozostawia za sobą daleko ślad od śruby, koło nóg moich przesuwają się wielkie ogniwa łańcucha od steru. Spod jakichś worków wyłazi tajemnicza łowczyni — Pessi. Dzisiaj jest dla mnie jakaś łaskawsza. Otarła się trochę o nogę, miauknęła parę razy a nawet się położyła. Głaskałem ją z pół godziny, ciągle rozmyślając o przeróżnych kwestjach erotycznych, wreszcie wziąłem Pessi na ręce i poszedłem na śródokręcie. Tam rzuciłem Pessi na pastwę małych i zbliżyłem się do pana De. Stał przy barjerze i na mój widok zaczął monologować: