Strona:Zbigniew Uniłowski - Żyto w dżungli.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dobry! Usiedliśmy przy stole nauczycielskim. Przed sobą mieliśmy rzędy główek dziecięcych koloru słomy; a tylko tu i ówdzie czerniły się łepki mieszańców lub też poprostu brunetów; przeważało jednak „blond“. W lewych rzędach ławek jarzyły się wesołe ślepka wpatrzonych w nas dziewcząt; w prawych — dziwne — siedziały ponure i nieufne chłopaki. Z lewej patrzano na nas ironicznie, z prawej krytycznie. Zapanowało milczenie. Byłem bardzo zażenowany. Wleźć jak intruz podczas lekcji niewiadomo z jakiego tytułu i nadziać się na czterdzieści par wyczekujących spojrzeń... nie jest to przyjemne. Spojrzałem na Grzeszczeszyna i trochę się uspokoiłem, bo zauważyłem, że to on jest centralnym punktem tych spojrzeń. Właśnie wstał z krzesła. Jasna czupryna nieomal zakrywała mu uszy i strzępiła się na kołnierzu koszuli khaki.
— No, dzieciaki! pogadamy sobie trochę. Podobam wam się czy nie?
— Podoba! podoba! — zapiszczało kilka głosów.
— Oj nie! — zaskrzeczał głosik w tylnych ławkach dziewczynek.
— A to dlaczego nie? Chodź tu do mnie, ty, co ci się nie podobam!
Z ławki wygramoliła się tłusta dziewczynka na cienkich nóżkach i śmiało przydreptała do stołu.
— No, więc, dlaczego ci się nie podobam?
— Pan jest koślawy — odpowiedziała beztrosko dziewczynka i ukazała szczerbate ząbki.
— Gdzież ja jestem koślawy? Popatrz tylko!
Grzeszczeszyn wyszedł zza stołu i przeszedł się przed ławkami.
Buchnął bezlitosny, z całego serca — śmiech. Podziwiałem Grzeszczeszyna. Stał na spocznij, z rękami w kieszeniach spodni i śmiał się także. Istotnie, była to komiczna pokraka!
Stachurski stukał linją w stół, śmiejąc się także. Dziewczyn-