Strona:Zbiór pieśni nabożnych katolickich do użytku kościelnego i domowego.djvu/0803

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
— 803 —


Barbara się w tém strapiła,
Ojca gniewu ustąpiła,
Z jego domu wybieżała
I w górny kraj się udała.

Blisko będąc dościgniona,
Udała się do modlenia;
W tém się góra rozstąpiła,
Barbara do niej wstąpiła.

Ojciec za nią bez mieszkania
Bieży dla jej poimania,
Nie wiedząc, gdzie się podziała,
Jakoby się przepaść miała.

W wszystkie strony popatruje,
Aż pasterzy dwóch znajduje;
Mówi do nich: Jeźli wiecie,
Gdzie się podziała, powiedzcie.

Jeden się nad nią zmiłował,
Życie Barbarze darował;
Powiedział, że jéj nie widział,
Że na nią baczenia nie dał.

Drugi pasterz, co ją zdradził,
Jakoby ją sam zagładził,
Palcem na górę pokazał,
Złości swej na niej dokazał.

Tego Pan Bóg zaraz skarał,
Jego zdradzie nie folgował,
Owce mu się potraciły,
W inszy stan się obróciły.

Ojciec na miejsce przyszedłszy,
Gdzie się schroniła znalazłszy,
Nie pamiętał o jéj krasy
I porwał ją, za jéj włosy.
 
Rwał i włóczył bez litości,
Zapomniał swojej miłości,
Wlókł ją do domu swojego,
Nie mając żalu żadnego.

Staroście córkę w moc podał,
Sam na nię skargę pokładał:
Nasze bogi opuściła,
A w Jezusa uwierzyła.

Starosta słysząc tę powieść,
Każe ją do siebie przywieść;
Kazał, żeby bogi czciła,
A Jezusa opuściła.
 

· ·

Lecz Panna błogosławiona,
W wierze swojej utwierdzona,
Mówi: Jakże ja mam chwalić
Bogi wasze, które są nic?

Ci nie widzą, ani słyszą,
Ani się z miejsca nie ruszą,
Nie mogą od złego zbawić,
Ani od śmierci wybawić.
 
Rozgniewałci się Marcyan
Starosta, okrutny tyran,
Kazał ją smagać miotłami
I bydlęcemi żyłami.

Gdy się nad nią spracowali
Tak, żę sami ustawali,
Przestali biczować ciało,
Które całości nie miało.
 
Będąc w tych mękach zemdlona,
Do więzienia jest wrzucona,
Żeby się snać rozmyśliła,
A Jezusa opuściła.

Lecz gdy o pół nocy światło
Wielkie się wtenczas znalazło,
Które Pannę otoczyło
I wdzięcznie ją oświeciło,

Jezus wstąpił do ciemnice,
Pozdrowił Oblubienicę,
Ciesząc ją w mękach, boleści
I utrapieniu, żałości.

Zawsze ja przytomny tobie,
Przyjdę, nie opuszczę ciebie;
Teraz będziesz pocieszona
I ze wszech ran uzdrowiona.
 
Wyznaj mnie przed tyranami,
Memi nieprzyjaciołami,
A choć cię tu śmierć nie minie,
Tobie żywot nie zaginie.

Będziesz mieszkać ze mną w niebie,
Koronę chowam dla ciebie,
Wezmę cię do wiecznéj chwały,
Kędy ja mieszkam z Anioły.

Gdy sięJ ciemna noc skończyła,
Aby osądzoną była,
Rozkazano ją postawić,
Pannie umysł swój objawić.
51*