Strona:Zaczarowany królewicz (1939).djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— powiedziała Majka z uśmiechem, choć serce jej zadrżało z trwogi.
W kilka dni później wyruszył znów kupiec w drogę zabierając ze sobą córkę. Ani żonie, ani pasierbicom nie mówił nic o celu podróży. One też nie interesowały się tym zbytnio.
Po trzech dniach ojciec z córką stanęli przed bramą ogrodu. Majka ucałowała kupca serdecznie i odważnie przekroczyła bramę. W tej chwili ujrzała przed sobą pięknego, białego niedźwiedzia. Wyciągnęła rękę i pogłaskała jedwabiste futro.
— Witaj, Majko, w moim państwie. Nie obawiaj się niczego. Będziesz miała zawsze wszystko, czego tylko zapragniesz — powiedziało zwierzę.

I rzeczywiście od tej chwili życie dziewczyny w pięknym, wspaniale urządzonym pałacu płynęło bez trosk i zmartwień. Prócz niej i niedźwiedzia nie było tu nikogo. Jakaś niewidzialna dłoń

18