Przejdź do zawartości

Strona:Zaczarowany królewicz (1939).djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

gdy jeszcze żyła moja mamusia — odparła Majka.
 — Prosiłam go tyle razy, żeby chodził z nami na przyjęcia. Widocznie pod twoim wpływem stał się taki mrukliwy i ponury. Nie ty zresztą będziesz mnie uczyć obowiązków żony! — krzyknęła macocha.
 W tej chwili wszedł do pokoju kupiec.
 — Janie, twoja córka jest harda i źle wychowana. Robi mi uwagi, jakby to ona była moją opiekunką — poskarżyła się robiąc obrażoną minę.
 — I nam wiecznie dokucza. Niech jej ojciec zabroni — zapiszczała jedna z sióstr.
 Kupiec ze smutkiem spojrzał na pobladłą Majkę. Pogłaskał ją po głowie.

 — Nie dokuczajcie jej. Niech żyje po swojemu, nie wtrącajcie się do niej, a i ona nie będzie się do was wtrącać. Lepiej zastanówcie się nad tym, co mam każdej z was przywieźć z podróży. Wy

    Zaczarowany królewicz9