Strona:Z teki Chochlika (Piosnki i żarty).djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I kiedy Wile spostrzegą człowieka,
Wnet pieśń zamilka, i stado ucieka,
Niby łabędzi hufiec srebrnopióry
Bystremi loty unosząc się w chmury; —
Jednako bowiem są Wile zwinnemi,
W powietrzu, w wodzie, w ogniu i na ziemi!

Pasterze wtedy biegą nad krynice:
Czy nie zgubiły tam skarbu wietrznice?
Czasami znajdą grzebień lub klejnoty, —
Czasem z rusego warkocza włos złoty,
A zysk ztąd dla nich jest wielce ponętny,
Bo fez tym włosem haftują odświętny.

∗             ∗

Trzykroć szczęśliwy komu się udało
Za rusą kosę Wilę chwycić białą;
Lecz połów taki wydarza się rzadko
I bywa jeno bohaterów gratką,
I już nie jeden, kusząc się napaści,
Znalazł okrutną śmierć na dnie przepaści.

Zręczności bowiem potrzeba niemałej,
Chcąc Wilę ścigać przez urwiste skały, —
I trzeba miarę mieć w nogach i w oku,
By się nie potknąć w karkołomnym skoku,
I trzeba, godząc na rzecz tak śmiałą,
Chrobrego serca, co by nie zadrżało!