Strona:Z teki Chochlika (Piosnki i żarty).djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I głaszczą wody uściski lubieżne,
Miękko pierś krąglą i ramiona śnieżne,
I mknie perłowy grzebień przez włos złoty,
Rusych warkoczy rozczesując sploty,
I kosę zwinna dłoń przystraja w kwiaty,
W tęcze, i w gwiazdy prawdziwe i w światy!

Wyżej, ponad tą łazienką jest błonie,
Gdzie rajskie kwiecie cudnym wdziękiem płonie,
Tam idą Wile stroić swe warkocze
W kwiatuszki barwą i wonią urocze,
Ztamtąd przez skalne zerkują szczeliny,
Na trawnik patrząc i żyzne równiny.

Potem do Koła stają, i wesołą
Nucąc piosenkę zwinne tańczą koło; —
A gdy chorowód rój Wili zatoczy,
Nie mogą czaru się napatrzeć oczy,
A kiedy wioną słodkiem pieniem z duszy,
Nie mogą wdzięku się nasłuchać uszy!

∗             ∗

Widzieli nieraz te Wil białych sprawy,
Górska pasterka lub pasterz ciekawy,
Dziwami temi pasąc słuch i oko,
Szczelnie ukryci za skały opoką,
I oddech w piersi tamując zdradliwy,
Bo ród tych wietrznic jest wielce płochliwy.