Strona:Z teki Chochlika (Piosnki i żarty).djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Żeś w dniach „rozdobędy“ jeszcze
W róg mej kamizelki wlazł?
Między suknem, a podszewką
Jawisz się dziś, w sercu mem
Ufność budząc rajską spiewką,
Że śniadanie — nie jest snem!

O dopókiś w mej kieszeni,
Życie dla mnie urok ma;
Choć zwątpiłem o pieczeni,
Wiara w bułkę w sercu trwa!
Choć zerwałem już z Cliquot’em
Mogę skrzydła marzeń wzbić,
Aż do wódki śmiałym lotem,
I — o szperce nawet śnić!
 
Ale próżno! — Za chwil kilka
Srogi mi Cię wydrze los!
Czuję — ach! — apetyt wilka —
Słyszę głodu hydry głos!
A więc pójdę do „Żydówki“,
By tam szperkę z chlebem zjeść,
I kieliszkiem „szpagatówki“,
Wzniosę toast na twą cześć!
 
Jeszcze chwilka druhu biały
I ty pójdziesz drogą tą,
Kędy wicher rozszalały
Poniósł mych guldenów sto;