Strona:Z teki Chochlika (Piosnki i żarty).djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wprowadza nowe mody! Psuje nasze żony!“
Hahaha! Piorun na mnie z każdej pada strony,
Lecz ja, nie zważam wcale na tych panów Harro!
Je m’en fiche! strzelam dziki i palę cygaro!
Et vous avez raison, bo z tych moszczerdziejów
Nie czytał pewno żaden starej Grecyi dziejów;
Tamby się mógł dowiedzieć taki pan Zaścianek,
Jakim był Amazonek żywot lub Spartanek,
I, że to rzecz tradycyą wieków uświęcona:
Mąż ma doglądać garnków, a polować żona!
Fi donc! vous vous moquéz!
— Mówię prawdę szczerą.
— Więc to nie w Francyi mody te początek bierą.
A jam przecie myślała....
— To rzecz jak świat stara!
Tant mieux, jeśli Spartanki paliły cygara;
Opowiem to mężowi, kiedy zacznie gderać.
Hahaha! Ma foi! Można ze śmiechu umierać:
Mąż ma garnków doglądać! Trafiłeś Pan w sedno!
Doprawdy, że pan nie wiesz, jak ja jestem biedną!
Powiem Panu w sekrecie: mój mąż stary gdera,
Cały dzień tylko zrzędzi, i po garnkach szpera;
Cóż mam robić nareszcie, by uniknąć kwasu?
Biorę strzelbę na plecy, i — dalej do lasu!
— A w sąsiedztwie jest dużo przyjaciół myśliwstwa?
— Ach gdzież tam! Nie mam, Panie, wcale towarzystwa!
Do koła nas mieszkają same liczykopy.
Sami possesorowie! surdutowe chłopy!
Vous comprenez; żyć z ludźmi takimi, rzecz trudna!
Więc choć to okolica niby dosyć ludna,