Strona:Wybór poezyj- z dołączeniem kilku pism prozą oraz listów.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na wszystkich równie ta przywara pada.
Sam sobie człowiek grób kuje powoli,
Czy służy światu, czy to krzyżem włada,
Zawsze jest własnéj męczennikiem woli.
Ni ja wyłączam siebie z tego stanu;
Lecz i śmierć luba przy tak dobrym panu.

W niepoliczonym tylu istot zbiorze
Nie jest me życie tak szacowne przecie:
Wszystko swym ładem, wszystko idzie w porze;
Choć śmierć lichego komorka zagniecie,
Nie uczułby stąd świat żadnéj odmiany.
Dbaj jednak o mnie, bom jest twój poddany.

Celniejszy w chlubnym dank pozyskał darze,
Niż gdyby wkoło tęgi mur osaczył,
Pierwszy wpadł na szańc w Marsowym poswarze
I sto naw zbrojnych osęką zahaczył,
Wdziewając zaszczyt szlachetnego ziela,
Który zachował dni obywatela.

Rządcy narodów, ojcowie, pasterze,
Stróże publicznéj z pokojem swobody!
Pod wasze berła na to się świat bierze,
By mu zwierzone słodko żyły trzody.
Na cóż się płonne zda nosić nazwiska,
Gdy imię łechce, a dłoń lud uciska?

Nie tak jest licha krwi ziomków opłata,
By ją gwicht lekki marnéj dumy cenił.
Wiek ludzi rodzi, moment je zamiata,
By się na skroni próżny laur zielenił.
Strach wam obecny słupy stawi harde,
Przyszłość rozwalczą hartuje oskardę.

Cóżeście, ziemscy bogowie, bez ludzi,
Z otoczonemi blaskiem majestaty?
I w drżącym sercu dzielną ufność budzi
Zbiegły Kodoman wśrzód Arbelskiéj straty.
„Jeszczem jest królem — rzekł w ucieczce śmiele —
Gdy was mam kilku z sobą, przyjaciele“.