Strona:Wybór poezyj- z dołączeniem kilku pism prozą oraz listów.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kmieć wam pracownym radłem morg zapładza,
Zyskowny kupiec obce zwiedza kraje,
Żołnierz was strzeże, a szlachcic doradza,
Uczony pismem potomkom podaje.
Nie ważcie lekko tak poddanych sobie:
Któż będzie pisał, albo czynił w grobie?

Dzikim-to zwierzom przyrodzenie hojnie
I dla płochego prawo dało ptastwa,
By z nich obłowu lwie tyły rozbojnie,
A orlim sponom krwawa doszła pastwa.
Na cóż królują? żeby się kto spytał:
Ten, aby szarpał, tamten, aby chwytał.

Daleki od téj, mądry królu, wady,
Znasz wielkich przywar pozory nikczemne.
Gotując sławę, wodzą zdrowéj rady,
Szukasz jéj w ludziach przez dzieła przyjemne,
I żebyś został dla tronów modelem,
Nie tylkoś królem, lecz i przyjacielem.

Niezbrojny przystęp, serca pociąg rzadki,
Na przeciwniki dłoń dobrocią mściwa,
Nie suche oczy na spólne przypadki,
Pomoc nieszczęsnym i rada życzliwa,
Zachęt dla młodzi, przyjaźń bez zawodu:
Te są twe prawa do serca narodu.

Że się z nas każdy przyda na co światu,
Żaden z twych czujnych starań nie uleci,
Ni to pańskiego zniża majestatu:
Wszyscyśmy, królu, równie twoje dzieci.
Nie jest słoneczny promyk mniéj znajomy,
Czy cedry żywi, czy chróścik poziomy.

Ucześnik pańskich łask w żałosnym razie
I z niebezpiecznéj wydźwigniony tonie,
Nie wieszam żadnych darów przy obrazie,
Lecz serce składam na ojcowskim łonie;
A jeśli ważą co rymy nieskładne,
I lutnią u stóp na ofiarę kładnę.
1774, X, 113 — 120.