Strona:Wybór poezyj- z dołączeniem kilku pism prozą oraz listów.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wściekły gdzieś z Eolowéj wiatr wyparty prasy
Zasępił czysty kryształ czarnych deszczów mrokiem;
Przecie nasz pielgrzym i te wytrwawszy tarasy,
Wolnym pod jakieś miasto przypłynął potokiem.

Tam wchodzi, stamtąd znowu na błonie wypada
I w podróży spokojne mija kmiotków chaty,
Śliczne trzody po wzgórkach, po dolinach stada
I z ról różnych obfite do stodół intraty.

Alić powtórnie w smutne zagnany pustynie,
Sam nie wie, kędy dąży; jak się stąd wywięzi,
Skąd zaledwo po długich zakrętach wypłynie,
W bujnéj drzew rozłożystych odpocznie gałęzi.

Nakoniec miedzy piaski skrywszy się nadbrzeżne,
W nieprzebytym na wieki zniknął oceanie.
To mi staruszek mówił, co miał włosy śnieżne;
A ja westchnąwszy na to: tak się z nami stanie!

Po różnych niestatecznéj igrzyskach fortuny,
Po troskach marnym szczęścia przeplecionych blaskiem,
Przyjdzie nakoniec człeku wleść do srogiéj truny
I, skończywszy wędrówkę, zawrzéć oczy piaskiem.
1770, II, 221 — 223.




XVIII. Do Stanisława Augusta, Króla Polskiego, W. Książęcia Lit.
(Z okazyi otrzymanego swego zdrowia).




W poziomym domku, gdzie ledwo doleci
Dziennym promyczek słoneczny przechodem,
Rzucasz wzrok na mnie, królu, po raz trzeci
Zwykłéj dobroci szacownym powodem,
Kędy pomiedzy dwie skwarliwe ścianie
Na trzęskim niemoc szarpie mię rydwanie.