Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
183

cowitych poddanych. Jest z pewnością w klasztorach wiele zagrzebanych, tem samem straconych dla państwa talentów. Aby kraj był kwitnący, trzeba mu jak najmniej księży a jak najwięcej rękodzielników. Nieuctwo i barbarzyństwo naszych ojców nie powinno być dla nas prawidłem, ale wskazówką byśmy czynili to, co oniby czynili, gdyby byli na naszem miejscu z naszą wiedzą.
— Zatem nie przez nienawiść dla mnichów chciałbyś pan ich usunąć? Nie, przez litość dla nich, przez miłość ojczyzny. Myślę jak pan: nie chciałbym aby mój syn był mnichem; i, gdybym przypuszczał że mam mieć dzieci poto aby niemi zaludnić klasztory, nie zbliżyłbym się już do swojej żony.
„Któryż, w istocie, dobry ojciec rodziny nie wzdycha widząc że syn jego i córka straceni są dla społeczeństwa. To się nazywa zbawić duszę. Ależ żołnierza który ucieka[1], kiedy trzeba walczyć, spotyka kara. Jesteśmy na żołdzie społeczeństwa; popełniamy dezercyę kiedy je opuszczamy. Dziewięćdziesiąt tysięcy zamkniętych mnichów którzy beczą przez nos po łacinie, mogłoby dać Państwu po dwóch poddanych: to czyni sto ośmdziesiąt tysięcy ludzi, których dławią w zarodku. Po upływie stu lat, strata jest ogromna. To rzecz udowodniona.

„Czemuż tedy idea zakonna przeważyła? Bo rząd był prawie wszędzie wstrętny i głupi od czasów Konstantyna; bo cesarstwo rzymskie miało więcej

  1. Po francusku se sauver znaczy i zbawić duszę i uciekać.