Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

aby śmieć żądać sprawiedliwości na uczciwego bankruta, którego zaszczycam swoją protekcyą, i który jest siostrzeńcem pokojówki mojej kochanki. Poniechaj tej sprawy, mój przyjacielu, jeżeli chcesz zachować drugie oko“.
Tak, Memnon, wyrzekłszy się tego rana kobiet, biesiad, gry, zwady, a zwłaszcza Dworu, padł ofiarą kradzieży i oszustwa pięknej pani; upił się, grał, wszedł w kłótnię, postradał w bójce oko, i był na Dworze, gdzie sobie zadrwiono z niego.
Oszołomiony, zbolały, oddala się z rozpaczą w sercu. Wraca do domu: zastaje komorników, którzy zabierają meble w imieniu wierzycieli. Wpółzemdlony, padł pod jaworem i ujrzał piękną damę, znajomą z tego ranka, która przechadzała się z drogim wujem i parsknęła śmiechem na widok plastra Memnona. Zapadła noc; Memnon położył się pod domem na słomie. Chwyciła go gorączka; usnął w napadzie febry i we śnie zjawił mu się duch niebieski.
Był cały lśniący od światła. Miał sześcioro skrzydeł, ale ani nóg, ani głowy, ani ogona, i nie był podobny do żadnego stworzenia. „Kto jesteś? spytał Memnon. — Twój dobry duch, odparł tamten. — Oddaj mi tedy moje oko, moje zdrowie, mój dom, mienie, rozum“, rzekł Memnon. Następnie opowiedział mu, w jaki sposób stracił to wszystko jednego dnia. „Oto mi przygody, które nie zdarzają się nigdy w świecie gdzie my mieszkamy, rzekł duch. — A gdzież ty mieszkasz? spytał strapiony człowiek. — Moja ojczyzna, odparł tamten, znajduje się o pięćset