Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


słowo. Przy grze wszczyna się zwada; od słówka do słówka, jeden z serdecznych przyjaciół rzuca mu w twarz kubek z kośćmi i wybija mu oko. Odnoszą do domu roztropnego Memnona, pijanego, bez grosza i z jednem okiem mniej.

Wino paruje zeń zwolna; z chwilą gdy nieco otrzeźwiał, posyła służącego po pieniądze do bankiera, aby spłacić serdecznych przyjaciół: powiadają mu, że jego dłużnik dopuścił się tego ranka oszukańczego bankructwa, które niszczy byt setek rodzin. Memnon, oburzony, spieszy na Dwór z plastrem na oku i podaniem w ręce, aby prosić u króla sprawiedliwości na bankruta. Spotyka w salonie kilka pań, które najswobodniej w świecie noszą na sobie obręcze o dwudziestu czterech stopach obwodu[1]. Jedna, która Memnona znała nieco, powiada patrząc nań z ukosa: „Och, wstrętne!“ Druga, która go znała bliżej, rzekła: „Dobry wieczór, panie Memnonie; doprawdy, panie Memnonie, bardzom rada że pana widzę; ale, ale, panie Memnonie, gdzie pan stracił oko?“ I minęła go, nie czekając odpowiedzi. Memnon schował się w kącie, i czekał chwili w której będzie się mógł rzucić do stóp monarchy. Chwila ta nadeszła. Całuje trzy razy ziemię, i wręcza podanie. Dobrotliwy monarcha przyjął go bardzo łaskawie; oddał memoryał jednemu ze swoich satrapów, iżby mu zdał zeń relacyę. Satrapa odciąga Memnona na stronę, i mówi wyniośle śmiejąc się szyderczo: "Pocieszny z ciebie ślepiec, aby się zwracać do króla a nie do mnie; a jeszcze pocieszniejszy,

  1. Moda ówczesna podobna do późniejszych krynolin.