Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


machinę, któraby was mogła wygodnie stąd przenieść. Skoro się znajdziecie poza pasmem gór, nikt z tutejszych nie będzie wam mógł towarzyszyć; poddani moi bowiem uczynili ślub nie opuszczać nigdy tej doliny, a zbyt są roztropni aby go łamać. Pozatem, możecie mnie prosić o wszystko co się wam spodoba. „Prosimy waszą królewską mość, rzekł Kakambo, jedynie o kilka baranów, obładowanych żywnością, kamykami i błotem tego kraju“. Król zaśmiał się: „Nie rozumiem, rzekł, co za upodobanie mają wasi ziomkowie w Europie do naszego żółtego błota; ale weźcie ile się wam podoba, i niech wam służy“.
Wydał natychmiast rozkaz inżynierom, aby zbudowali machinę celem wywiedzenia tych pomyleńców poza granice królestwa. Trzy tysiące dzielnych fizyków wzięło się do pracy; dzieło było gotowe po upływie dwóch tygodni, a kosztowało nie więcej niż dwadzieścia milionów funtów szterlingów wedle miejscowej monety obiegowej. Usadowiono na machinie Kandyda i Kakambę; prócz tego przydano im dwa wielkie czerwone barany, osiodłane i zaopatrzone we wszystko co trzeba aby służyły za wierzchowce cudzoziemcom, skoro przebędą góry; dalej dwadzieścia baranów jucznych, obładowanych żywnością; trzydzieści dźwigających dary, złożone ze wszystkiego co było najosobliwszego w tym kraju; pięćdziesiąt wreszcie obładowanych złotem, drogimi kamieniami i dyamentami. Król uściskał serdecznie obieżyświatów.