Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się do tej rozkosznej krainy; ale cóż! niema tu Kunegundy, a i ty również zostawiłeś pewnie jaką damę serca w Europie. Jeśli zostaniemy tutaj, będziemy poprostu tem co drudzy; natomiast, jeśli wrócimy do kraju, bodaj tylko z tuzinem baranów obładowanych tutejszymi kamykami, staniemy się bogatsi niż wszyscy królowie razem, nie będziemy się potrzebowali obawiać inkwizytorów i z łatwością zdołamy odzyskać Kunegundę“.
Ten pogląd spodobał się Kakambie; tak miło jest uganiać po świecie, odgrywać ważną rolę wśród swoich, popisywać się tem co się widziało w podróżach, iż dwaj szczęśliwcy postanowili wyrzec się swego szczęścia i poprosić najjaśniejszego króla o pozwolenie odjazdu.
„Robicie głupstwo, rzekł król; wiem dobrze że w moim kraju niema nic nadzwyczajnego; ale, kiedy człowiekowi jest gdzieś znośnie, trzeba się tego trzymać. Nie mam oczywiście prawa zatrzymywać cudzoziemców; byłaby to tyrania obca zarówno naszym prawom jak i obyczajom; wszyscy ludzie są wolni; jedźcie kiedy zechcecie; ale wydostać się stąd jest dosyć trudno. Niepodobna jest płynąć pod prąd bystrej rzeki, którą dostaliście się tu cudem i która kryje się pod sklepieniem skał. Góry, które otaczają całe królestwo, mają dziesięć tysięcy stóp i strome są jak ściana: każda ma w obwodzie więcej niż dziesięć mil; zejścia z nich nie masz, chyba prosto w przepaść. Mimo to, skoro koniecznie chcecie jechać, dam rozkaz swoim inżynierom, aby zbudowali