Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/291

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wanych na ćwierci koła, powtórzył to samo przeniósłszy się w inny punkt, po trzeciej zaś zmianie miejsca rzekł: „Więc pan sobie wyobraża, dlatego że liczysz tysiąc sążni od stóp aż do głowy, że jesteś.... — Tysiąc sążni! wykrzyknął karzeł: sprawiedliwe nieba! skąd on może znać mój wzrost? tysiąc sążni! nie myli się ani na cal: jakto! ten atom mnie zmierzył! jest geometrą, zna moją wielkość, ja zaś, który go widzę jedynie przez mikroskop, nie znam jeszcze jego wymiarów! — Tak, zmierzyłem cię, odparł fizyk, i zmierzę jeszcze i twego wielkiego towarzysza“. Przyjęto propozycyę; Jego Ekscelencya wyciągnęła się wzdłuż; gdyby bowiem stał prosto, głowa wystawałaby nadto ponad chmury. Nasi filozofowie zasadzili mu wielkie drzewo w miejscu, które doktor Swift[1] by wymienił, ale którego ja nie odważę się nazwać po imieniu, z przyczyny mego szacunku dla dam. Następnie, przy pomocy szeregu trójkątów połączonych razem, orzekli, iż to co widzą przed sobą, jestto w istocie młody człowiek o długości stu dwudziestu tysięcy stóp królewskich. Wówczas, Mikromegas rzekł: „Widzę lepiej niż kiedykolwiek, że nie trzeba o niczem sądzić z pozornych rozmiarów. O Boże! ty, co dałeś inteligencyę istotom które wydają się tak nikczemne, widzę iż nieskończenie małe jest dla ciebie równą błahostką co nieskończenie wielkie. Ba, jeśli możebnem jest aby istniały stworzenia jeszcze mniejsze niż te oto, mogą one posiadać umysł jeszcze wyższy niż te wspaniałe zwierzęta które widziałem w niebie,

  1. Autor Podróży Guliwera.