Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


okręt zaś, wraz z załogą, na paznokciu; pochylił głowę i mówił pocichu. Wreszcie, przy pomocy wszystkich tych ostrożności i jeszcze wielu innych, zaczął w ten sposób:
„Niewidzialne owadki, które ręka Stwórcy podobała sobie spłodzić w otchłaniach Nieskończenie Małego, dziękuję mu, iż raczył mi odsłonić tajemnice, które zdawały się nieprzeniknione. Wyobrażam sobie, iż, na dworze w moim kraju, nie raczonoby na was spojrzeć; ale ja nie pogardzam nikim i ofiaruję wam swoją protekcyę“.
Jeżeli kto kiedy uczuł się zdumiony, to z pewnością owi człowieczkowie, gdy usłyszeli te słowa. Nie mogli odgadnąć, skąd wychodzą. Kapelan okrętowy odmówił egzorcyzmy, majtkowie klęli, obecni zaś na okręcie filozofowie tworzyli systemy; ale, mimo całej ich genialności, nie mogli ani rusz odgadnąć kto przemawia. Karzełek z Saturna, który miał głos delikatniejszy od Mikromegasa, wyłożył im wówczas w krótkich słowach, z jakiego rodzaju stworzeniami mają do czynienia. Opowiedział podróż z Saturna, objaśnił kim był p. Mikromegas; i, użaliwszy się nad nimi iż są tak mali, zapytał, czy od początku bytu żyją w tym nędznym stanie tak blizkim nicości, oraz co porabiają na globie zdającym się należeć do wielorybów; wreszcie czy są szczęśliwi, czy się rozmnażają, i mnóstwo innych pytań tego rodzaju.
Jakiś mędrek z owej gromadki, śmielszy od innych, i dotknięty tem iż wątpiono o jego duszy, przyjrzał się mowcy przy pomocy blaszek umoco-