Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zmysłów, mamy poddostatkiem czasu aby się nudzić. — Bardzo temu wierzę, rzekł Mikromegas; my bowiem, na naszym globie, mamy blizko tysiąc zmysłów; a mimo to, pozostaje nam jakieś mgliste pragnienie, jakiś nieokreślony niepokój, który ostrzega nas bez ustanku że jesteśmy niczem i że istnieją stworzenia o wiele doskonalsze. Podróżowałem nieco; widziałem śmiertelników o wiele niższych od nas; widziałem znacznie wyższych: ale nie widziałem takich, którzyby nie mieli więcej pragnień niż prawdziwych potrzeb, a więcej potrzeb niż zadowolenia. Dotrę może kiedyś do kraju gdzie nie brak jest niczego; ale, aż dotąd, nikt nie udzielił mi pewnych wiadomości o tym kraju“. Zaczem, Saturnin i Syryjczyk, zapuścili się w głębokie konjunktury; ale, po wielu bardzo przemyślnych i bardzo niepewnych rozumowaniach, trzeba było wrócić do faktów. „Jak długo żyjecie? spytał Syryjczyk. — Ach, bardzo krótko, odparł człowieczek z Saturna. — To tak jak my, rzekł Syryjczyk: zawsze skarżymy się, że krótko. Musi to być widocznie powszechne prawo natury. — Niestety! odparł Saturnijczyk, żyjemy, w przecięciu, ledwie pięćset wielkich rewolucyj słońca. (To wynosi mniejwięcej piętnaście tysięcy lat, wedle naszej rachuby.) Sam widzisz: toć to znaczy umrzeć prawie w tejże samej chwili w której się rodzi. Istnienie nasze jest punkcikiem, trwanie chwilą, glob atomem. Ledwie się człowiek zaczął uczyć potrosze, a już przychodzi śmierć, nim krztę zdobył doświadczenia. Co do mnie, nie śmiem czynić żadnych planów;