Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że zazdrość, niezgoda, zemsta muszą raz po raz okrywać żałobą wszystkie domy; te łzy i krew muszą tam płynąć codziennie; że, z pewnością, mężowie zabijają gachów żoninych, lub też znajdują śmierć z ich ręki; że wreszcie Ituriel uczyni bardzo dobrze, niszcząc, od jednego zamachu, miasto pogrążone w nałogowym nierządzie.

V.

Podczas gdy Babuk tonął w tych żałosnych myślach, zjawił się u drzwi poważny człowiek, w czarnym płaszczu, i zażądał pokornie rozmowy z młodym dygnitarzem. Ten, nie wstając, nie patrząc nań, z wyniosłą i z roztargnioną twarzą, wręczył mu jakieś papiery i odprawił go. Babuk spytał kto był ów człowiek. Pani domu rzekła pocichu: „To jeden z najlepszych adwokatów w mieście; będzie już pięćdziesiąt lat jak studyuje prawo. Ten pan, który ma lat ledwie dwadzieścia pięć i jest satrapą prawa[1] od dwóch dni, polecił mu sporządzić wyciąg z procesu, który ma sądzić jutro, a którego jeszcze nie rozpatrzył. — Ów młody trzpiot roztropnie sobie poczyna, rzekł Babuk, iż zasięga rady poważniejszych; ale, dlaczegóż samego starca raczej nie uczyniono sędzią? — Żartuje pan! odpowiedziała dama; nigdy ludzie, którzy posiwieli na pracowitych i podrzędnych stanowiskach, nie dochodzą do dygnitarstw. Ten młody człowiek posiadł wysoki urząd, ponieważ ma odpowiednio bogatego ojca; prawo wymierzania sprawiedliwości kupuje się tu jak folwark. — O obyczaje!

  1. T. zn. rajcą parlamentu.