Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zadig. — Przyrzekłeś mi więcej cierpliwości, odparł pustelnik: dowiedz się, że, pod zgliszczami domu w którym Opatrzność zażegła ogień, pan jego znalazł olbrzymi skarb: dowiedz się, że ten młody człowiek, któremu Opatrzność skręciła kark, byłby zamordował swą ciotkę za rok, a ciebie za dwa lata. — Kto ci to powiedział, barbarzyńco? wołał Zadig; a gdybyś nawet i wyczytał ten wypadek w swojej księdze losów, czy masz sumienie topić dziecko, które nie uczyniło ci nic złego?“
Tak mówiąc, Babilończyk spostrzegł, iż starzec nie ma już brody i że oblicze jego przybrało rysy młodzieńcze. Strój pustelniczy znikł; cztery piękne skrzydła okrywały ciało majestatyczne i lśniące od blasku. „O zesłańcze niebios, o aniele boży! wykrzyknął Zadig padając na twarz; zstąpiłeś tedy z Empiryum, aby nauczyć wątłego śmiertelnika, jak się należy poddawać wiekuistym rozkazom. — Ludzie, rzekł anioł Jefrad, sądzą o wszystkiem, nie znając nic: ty, bardziej od innych, wart byłeś aby cię oświecić“. Zadig poprosił aby mu wolno było się odezwać. „Nie śmiem już nic mówić, rzekł; ale, czy wolno mi będzie prosić o rozjaśnienie wątpliwości: czy nie lepiej było poprawić chłopca i przywieść go do cnoty, niż topić?“ Jefrad odpowiedział: „Gdyby był cnotliwym i gdyby żył, przeznaczeniem jego było iż sam miał zginąć zamordowany, wraz z żoną którą miał pojąć, i synem który miał się urodzić. — Jakto! rzekł Zadig, jest tedy koniecznem aby istniały zbrodnie i nieszczęścia? i aby te nieszczęścia spa-