Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/236

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


uczuł, iż odnawiają się jego rany. Zgodzili się, wśród rozmowy, iż rzeczy tego świata nie zawsze idą zgodnie z pojęciem najroztropniejszych. Pustelnik utrzymywał ciągle, iż drogi Opatrzności są nam tajne, i że ludzie błądzą sądząc o całości, z której znają ledwie nieskończenie drobną cząstkę.
Rozmowa zeszła na namiętności. „Ach, jakże są zgubne! rzekł Zadig. — To wiatry, które wzdymają żagle okrętu, odparł pustelnik; topią go nieraz, ale bez nich nie mógłby płynąć. Żółć czyni człowieka złośliwym i chorym; ale, bez żółci, człowiek nie mógłby żyć. Wszystko w świecie jest niebezpieczne, i wszystko jest potrzebne“.
Wspomniano o rozkoszy; pustelnik dowiódł, iż jestto dar Boga: „Człowiek, powiadał, nie zdolen jest począć w sobie wrażenia ani myśli; przyjmuje wszystko; cierpienie i rozkosz przychodzą mu z zewnątrz, jak jego istnienie“.
Zadig zdziwił się, jak człowiek popełniający rzeczy opaczne, może mieć tak zdrowe poglądy. Wreszcie, po równie pouczającej jak przyjemnej gawędce, gospodarz odprowadził podróżnych do ich pokoi, błogosławiąc niebo, iż zesłało mu tak światłych i cnotliwych ludzi. Ofiarował im swą sakiewkę w sposób równie prosty jak szlachetny, tak iż niesposób było się urazić. Pustelnik nie przyjął daru, a zarazem pożegnał się z gospodarzem, mając zamiar przed świtem jeszcze puścić się do Babilonu. Pożegnanie było tkliwe; Zadig zwłaszcza uczuł szczery szacunek i sympatyę dla tak godnego człowieka.