Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


krok przed jego kompanem, którego tyle był cenił. Obchodził się z nim po ludzku i nie miał przyczyny tego żałować.
Przybywszy do swoich, Setok upomniał się zaraz u pewnego Hebrajczyka o pięćset uncyj srebra, które mu pożyczył w obecności dwóch świadków; ale świadkowie pomarli, Hebrajczyk zaś, korzystając z braku dowodów, przywłaszczył sobie pieniądze, dziękując zarazem Bogu iż dał mu w ręce sposób oszukania Araba. Setok zwierzył się z kłopotem Zadigowi, który stał się jego doradcą. „I gdzież-to, spytał Zadig, pożyczyłeś pięćset uncyj niewiernemu? — Na szerokim kamieniu, odparł kupiec, u stóp góry Horeb. — Co to za człowiek? spytał Zadig. — Skończony hultaj, odparł Setok. — Ja pytam, czy to jest człowiek żywy czy flegmatyk, roztropny czy postrzelony. — Ze wszystkich złych płatników, odparł Setok, jest to najbardziej nagły jakiego znam. — Zatem, oświadczył Zadig, pozwól pan abym bronił twej sprawy w obliczu sędziego“: W istocie, pozwał Hebrajczyka przed sąd i tak przemówił: „Ucho tronu sprawiedliwości, przychodzę, w imieniu mego pana, żądać od tego człowieka pięciuset uncyj srebra których nie chce oddać. — Masz świadków? spytał sędzia. — Nie, pomarli: ale został szeroki kamień, na którym wyliczono pieniądze; jeśli Wasza Dostojność raczy nakazać aby go przyniesiono, mam nadzieję że da nam świadectwo. Będziemy tu czekali, wraz z Hebrajczykiem, aż przyniosą kamień; poślę po niego, na koszt Setoka, mego pana. — Bardzo