Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


IX. Kat i niewiasta.

Zadig kierował się w drodze wedle gwiazd. Konstelacya Oriona i błyszcząca gwiazda Syrjusza wiodły go ku portowi Kanopy. Podziwiał te rozległe globy światła, które zdają się naszym oczom jedynie słabemi iskierkami, podczas gdy ziemia, która, w istocie, jest ledwie niedostrzegalnym punktem w przyrodzie, wydaje się naszym pragnieniom czemś tak wielkiem i szlachetnem. W tej chwili wyobrażał sobie ludzi tem czem są w istocie: robakami pożerającymi się wzajem na atomie błota. Ten prawdziwy obraz zdawał się unicestwiać jego niedole, malując mu nikłość jego istoty i całego Babilonu. Dusza jego wzbijała się aż w nieskończoność, i, oderwana od zmysłów, oglądała niezmienny porządek wszechświata. Ale, skoro, następnie, wróciwszy do siebie i zapuszczając się w głąb własnego serca, pomyślał iż Astarte umarła może dla niego, wszechświat znikał jego oczom: nie widział w całej naturze nic prócz umierającej Astarte i Zadiga pogrążonego w nieszczęściu. Tak poddając się kolejno przypływom i odpływom podniosłej filozofii i miażdżącego cierpienia, Zadig posuwał się ku granicom Egiptu; już wierny sługa dotarł do granicznego miasta i szukał dlań mieszkania. Zadig zażywał tymczasem przechadzki po ogrodach okalających miasteczko. Naraz, niedaleko gościńca, ujrzał kobietę, zalaną łzami, wzywającą niebo i ziemię na pomoc, oraz pędzącego tuż za nią rozjuszonego mężczyznę. Dognał ją wreszcie;