Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Równocześnie, Kador polecił przyprowadzić do tajemnych drzwiczek pałacu dwa najszybsze dromadery; wsadził na jednego z nich Zadiga, którego trzeba było zanieść, blizki był bowiem utraty zmysłów. Jeden jedyny sługa towarzyszył mu: niebawem, Kador, pogrążony w zdumieniu i boleści, postradał przyjaciela z oczu.
Skoro dostojny zbieg dostał się na szczyt pagórka z którego widać było Babilon, wlepił wzrok w pałac królowej i zemdlał; odzyskał przytomność jedynie poto, aby wylać potoki łez i błagać niebiosów o śmierć. Wreszcie, podumawszy nad żałosnym losem najpowabniejszej z kobiet i pierwszej władczyni świata, zwrócił na chwilę myśl ku samemu sobie i wykrzyknął: „I czemże jest życie ludzkie? O cnoto! nacóżeś mi się zdała? Dwie kobiety oszukały mnie niegodnie; trzecia, niewinna i piękniejsza niż tamte obie, ma umrzeć! Wszystko, co uczyniłem dobrego, stało mi się zawsze źródłem przekleństw; wzniosłem się do szczytu wielkości jedynie poto aby zeń runąć w najokropniejszą przepaść niedoli. Gdybym był niegodziwcem, jak tylu innych, byłbym szczęśliwym jak oni“. Przygnieciony temi złowrogiemi myślami, z oczyma zamglonemi zasłoną boleści, ze śmiertelną bladością na twarzy i z duszą tonącą w bezmiarze posępnej rozpaczy, Zadig jechał dalej w stronę Egiptu.