Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przesiedział do późnej nocy. Rysunek jego przedstawiał króla miotanego wściekłością i wydającego, po jednej stronie obrazu, rozkazy eunuchowi; dalej, niebieski sznur, na stole zaś puhar, wraz z niebieską podwiązką i żółtemi wstążkami; wreszcie, w samym środku, królowę, pośród fraucymeru, oddającą ducha, Zadiga zaś uduszonego u jej stóp. Na horyzoncie widać było wschodzące słońce, dla zaznaczenia iż straszliwy wyrok ma się spełnić o brzasku. Skończywszy dzieło, pobiegł do jednej z dworek, obudził ją i pokazał na migi, że obraz należy w tej chwili zanieść królowej.
Około północy, rozlega się pukanie do bramy Zadiga: posłaniec budzi go, oddaje bilet królowej; niedowierza czy to nie sen; otwiera list drżącą ręką. Któż mógłby wyrazić jego zdumienie, grozę, rozpacz, kiedy przeczytał te słowa: „Uciekaj, nie tracąc ani chwili, albo przypłacisz życiem. Uciekaj, Zadigu, nakazuję ci to w imię naszej miłości i moich żółtych wstążek. Nie byłam winną; ale czuję iż umrę występną“.
Zadig ledwie zdołał przemówić. Kazał aby sprowadzono Kadora; nic nie mówiąc, podał bilet. Kador zmusił go aby był posłuszny, i aby, bez zwłoki, puścił się w stronę Memfisu. „Jeżeli odważysz się widzieć z królową, rzekł, przyspieszysz jej śmierć; jeżeli zechcesz mówić z królem, również ją zgubisz. Biorę na siebie jej los, ty idź za swoim. Rozpuszczę wieści, że udałeś się do Indyj. Niebawem, pospieszę za tobą i powiadomię cię o wszystkiem co zaszło“.