Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i siadał do stołu, nieproszony przez nikogo: mącił całe wesele towarzystwa, tak jak podobno harpie każą potrawę której dotkną. Zdarzyło się, iż, kiedy raz chciał wydać ucztę dla pewnej damy, dama, zamiast do niego, poszła wieczerzać u Zadiga. Innego dnia, gdy rozmawiali z sobą w pałacu, zbliżył się do nich minister, prosząc na wieczerzę Zadiga, a nie prosząc Arimaza. Najbardziej nieubłagane nienawiści rodzą się często z równie błahych powodów. Człowiek ten, którego w Babilonie nazywano Zawistnym, chciał zgubić Zadiga, ponieważ mieniono go Szczęśliwym. Sposobność do złego trafia się sto razy na dzień, sposobność do dobrego raz na rok, jak powiada Zoroaster.
Zawistny udał się do Zadiga i zastał go w ogrodzie z dwoma przyjaciółmi, oraz pewną damą, której nadskakiwał potrosze, zresztą bez głębszej myśli. Rozmowa toczyła się o wojnie, którą król ukończył właśnie szczęśliwie przeciw księciu Hirkanii, swemu wasalowi. Zadig, który dał dowody waleczności w tej krótkiej potrzebie, chwalił wielce króla, a jeszcze więcej damę. Wziął tabliczkę, wypisał na niej ułożony na prędce czterowiersz i dał go do przeczytania tej pięknej osobie. Przyjaciele prosili, aby i im go użyczył: skromność, lub raczej dobrze zrozumiana miłość własna, nie pozwoliły mu na to. Wiedział, że improwizowane wierszyki dobre są jedynie dla osoby na której cześć je ułożono. Złamał tedy na dwoje tabliczkę na której je skreślił, i rzucił oba kawałki w krzak róży, gdzie ich napróżno szukano. Zaczął