Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


to że myślał źle o gryfach, tamtego zaś że mówił źle o królikach“. Kador załagodził sprawę, za pośrednictwem panny dworskiej, którą świeżo uszczęśliwił dzieckiem, a która miała duże zachowanie w kolegium magów. Nikogo nie wbito na pal; na co wielu doktorów szemrało i przepowiadało upadek Babilonu. Zadig wykrzyknął: „Od czego zależy szczęście! wszystko mnie prześladuje na tym świecie, nawet stworzenia które nie istnieją“. Przeklął uczonych, i odtąd postanowił już żyć jedynie zabawą.
Zbierał u siebie najgodniejszych ludzi i najbardziej urocze damy w całym świecie; dawał wykwintne wieczerze, często poprzedzone koncertem i ożywione uroczą rozmową, z której umiał wygnać chęć popisu, co jest najpewniejszym sposobem aby gadać głupstwa i zepsuć swobodę najmilszego zebrania. Ani w wyborze przyjaciół ani potraw nie kierowała nim próżność; we wszystkiem wolał treść od pozoru; i przez to właśnie zyskał sobie prawdziwy szacunek o który się nie zabiegał.
Naprzeciw jego domu mieszkał Arimaz; osobistość której nikczemna dusza malowała się na pospolitej fizyognomii. Żółć i pycha rozsadzały go, na dobitkę zaś, był to pięknoduch z gatunku nudziarzy. Nie mogąc, mimo wysiłków, zyskać powodzenia w świecie, mścił się spotwarzając go. Mimo iż bogaty, z trudnością zdołał ściągnąć do domu garstkę pochlebców. Hałas pojazdów wjeżdżających co wieczór w bramę Zadiga niecierpliwił go; szmer pochwał drażnił więcej jeszcze. Zachodził niekiedy do Zadiga