Strona:Wincenty Rapacki - Król Husytów.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Witajcie! Spałem dziś długo. Darujcie,, podróż mnie zmęczyła.
Zbigniew się skłonił i nic nie odrzekł.
— Siła spraw na mnie czeka?
— Dużo się załatwiło — rzekł sucho. — Ważniejsze czekają rozkazów W. Kr. Mości.
— Wymieńcie je — rzekł szybko podrażniony jego chłodem.
— Przybywa poselstwo od heretyków.
— Poselstwo z Pragi Czeskiej?
— Od heretyków, — powtórzył z przyciskiem Zbigniew. — Przyjmować ich nie możemy w stolicy, bo wtenczas Kraków musiałby zostać pod interdyktem.
— Więc jakże ich się przyjmie?
— Stanęli w Wolborzu i oczekują rozkazów króla.
— Moich rozkazów — syknął Jagiełło. — Będą one przeciwne waszym, bo ich każę do Krakowa sprowadzić.
— Wola wasza. Ale kościół od swoich praw nie odstąpi.
— Zatem czyńcie, jak chcecie.
— Pojedzie do nich Ciołek i wyrozumie żądania, a W. Kr. Mość prześlesz swoją odpowiedź.
— Niech i tak będzie.
Nastało długie milczenie.
Król trzymał w ręku jakiś papier i spoglą-