Strona:Wincenty Rapacki - Król Husytów.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


żony Witolda. Rozumem polityka od razu zmierzył zamiary stryjecznego brata. Chciało mu się przez młodą żonę uzyskać wpływ na starego króla. Uśmiechnął się chytrze na tę myśl Jagiełło, potem znów spoważniał. Nie miał potomka męskiego. Jedyna córka, którą miał z drugiej żony Anny Cylejskiej, miała wprawdzie tron przyrzeczony po jego śmierci i była zaręczoną z Brandenburczykiem, ale on chciał mieć syna. Westchnął starzec głęboko, pomodlił się myślą do Pana nad Pany, prosząc gorąco o tę najwyższą dla niego rozkosz... i usnął mocno.
Spał tak dziesięć godzin bez przebudzenia. Taki sen, to prawdziwe pokrzepienie, jemu też zawdzięczał żelazne swoje zdrowie. Ten sen, to jedyny jego zbytek. Możnaż mu tego zajrzeć? A przecież byli tacy nieludzcy cenzorowie, którzy mu to wyrzucali.
Tymczasem już od godziny czekano w kancelaryi.
Zbigniew Oleśnicki, sekretarz królewski, kazał wejść Dobrogostowi do sypialni. Ociągał się on trochę, ale na surowy rozkaz księdza uchylił cicho drzwi i wsunął się do komnaty.
Król otworzył oczy.
— Musi być późno, Dobrogoście?
— Za dwie godziny południe.
— Ubierajże mnie prędko. Kto tam czeka?
— Ksiądz Zbigniew, już od godziny.