Strona:Wincenty Rapacki - Król Husytów.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czął traktować Marcina z Żórawic, wynosząc tamtego pod niebiosy.
Za dawną kochanką nie uronił jednej łzy, ani westchnienia jej nie posłał niewdzięczny, bo i czemże była tamta obok tej dziewicy-anioła, do której modlił się na klęczkach, jak do świętej. Jadwiga była uosobieniem wszystkich cnót niewieścich. Jadwiga była świętą, w niej odbiły się i cnoty i wdzięki i mądrość tamtych Jadwig błogosławionych — a czyż ona nie była ich dziedziczką?
Wzorem kawaleryi ówczesnej Korybut ogłosił się jej rycerzem i przywdział jej barwy, a z szarfą fioletową, przeszywaną złotem, która była dziełem jej rączek, nie rozstawał się dniem i nocą. Stary Jagiełło uśmiechnął się, gdy mu doniesiono o tym romansie, potem się zamyślił, jak gdyby ważył jakieś plany.
Było to w połowie grudnia. Księżniczka już od paru tygodni zamieszkiwała komnaty po nieboszczce królowej w zamku. Długie adwentowe wieczory spędzano przy ognisku wielkiego komina, który obsiadano rzędem. Każda z panien miała jakąś robotę w ręku. Ochmistrzyni przestrzegała porządku i zbytniej swywoli, ale najczęściej drzemała — za to duszą całego tego niewieściego światka była pani Elżbieta Żórawiecka. Ona czeszczyła Polki. Tyle znajdowano piękności, bogactwa, dowcipu w pobratymczym