Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Mruknął do liska rudego:
„Cóż świata gorycz przebrzydła?“
Słonko się błogo zaśmiało,
Księżyc mi wstrzymał wędzidła;
Lecz rudy lisek zamruczał:
„Nie wstrzymujże mu wędzidła!
On jedzie w czarów krainę
Gdzie świata jad nas nie sidła“...
*
Gdy do potyczki orężnej
Skłoni Ich serca zły narów,
Zdejmują ciężkie koncerze
Z złotych i srebrnych konarów.
Lecz ten, kto w bitwie polęże,
Znowu do życia się budzi. —
Na szczęście, jeszcze wieść o Nich
Nie zaszła pomiędzy ludzi;
Gdyż, porzuciwszy łopaty,
Rolnicza ludność — tak mocna! —
Miałaby serca, jak puhar,
Który wysączył ktoś do cna...
*
Michał na surmie grać będzie,
Zdjąwszy ją z nad głów, z gałązki,
Przy uczcie, co zastawiona
W co najsmaczniejsze przekąski.