Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Widzenie Hanrahana.

W dzień czerwcowy szedł Hanrahan drogą niedaleko od Sligo, ale nie zaszedł do miasta, jeno skręcił ku Beinn Bulben, gdyż przyszły mu do głowy wspomnienia dawnych czasów i nie miał zamiaru spotykać się z ludźmi z gminu. Idąc tak, śpiewał sobie piosenkę, którą słyszał razu pewnego w majakach sennych:

Stara, koścista dłoń śmierci,
O! nigdy nas tam nie zdybie
W krainie górnej, uroczej,
W miłosnych czarów siedzibie,
Gdzie drzewa rodzą owoce
I kwiaty — jako rok długi,
Gdzie rzeki płynąc unoszą
Miodowe i piwne strugi...
W srebrzystym i złotym gaju
Gra starzec — kobzę nadyma;
Pląsają roje królewien
Z modremi, jak lód, oczyma.
*

49