Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bo końca ich wędrownych klechd nikt jeszcze nie usłychał;
I stary Shemus Cullinan, co dłonią swą wychudłą,
Gdy bydło gna z Zielonych Łąk, ledwo utrzyma szczudło;
Wkońcu starego Paddy Doe niech klątwa ta obarczy,
Który na śnieżnej piersi chce kołysać łeb swój starczy,
Młodzieńcze serce zmrozić wczas i złamać głos skowrończy:
Niech klątwa cięży na nim wciąż, aż żywot on zakończy!
—————————————
A teraz błogosławi wieszcz wiośniane młode kwiecie,
Co piękne, gdy rozwija się, i gdy je wicher zmiecie.
—————————————

Przepowiadał to wszystko dzieciom wiersz za wierszem, aż każde z nich umiało na pamięć jakiś urywek, a niektóre z nich, te co były najpojętniejsze, potrafiły nawet wypowiedzieć jednym tchem całość od deski do deski.

46