Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kwieciu, a starość to wichr, co zrywa, zmiata precz kwietne płateczki. Otóż ułożyłem przekleństwo na starość i na ludzi starych — posłuchajcie-no, jak wam je wygłoszę.
I oto co odczytał:

Poeta Owen Hanrahan pod krzewem, pod zielonym,
Przeklina własną głowę swą — już obsypaną szronem;
I plamistego orła klnie ze wzgórza Ballygawley,
Boć on od stworzeń starszy wszech i świadom zła, niedoli;
I cis, co od zamierzchłych lat zieleni się bez przerwy
Wedle Wichrowych stromych Wrót i Cudzoziemskiej Zerwy;
Szczupaka olbrzymiego też z jeziora w grodzie Dargan,
Co szary grzbiet oddawna ma od węd i bólów stargan;
I klnie starego Paddy Bruen z nad Zdroju Narzeczonej,
Bo ma już zgoła łysy łeb i wiekiem osłabiony;
Sąsiad, Piotr Hart, przeklęty z nim, a także druh, Gill Michał,

45